niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 1 Wypad


Matt
Przechadzałem się wokół miejscowego parku była około 13;00 więc ludzi nie było, aż tak dużo.Jedynie to co naliczyłem to dwie matki z wózkami, jeden dziadek i pies.Nuss to małe  bardzo małe miejsce mieści się w nim park (w którym jestem)kino, dwie restauracje z pięć spożywczaków (choć mogło być więcej)kwiaciarnia, szkoła podstawowa, przedszkole, gimnazjum,  liceum, biuro nieruchomości, bank, fryzjer, centrum kultury, kebab pizzeria  i centrum w którym mieściło się wszystko ,a i nie zapominajmy o cmentarzu i kościele.Usiadłem na ławce i przyglądałem się okolicy, która była tak mdła i sielankowa ,że aż zbierało mi się na wymioty.Gotem nie jestem ,ale żeby na każdym zakręcie była urocza tabliczka z rysunkiem informująca o wszystkim?!Nie rozumiem tego no ,ale jakoś muszę przetrwać, na szczęście w tym "Centrum" ,mieścił się klub, nie tylko dla ludzi.(wiecie co mam na mysli)O, nareszcie coś ciekawego jakaś dziewczyna, ładna.Zagadam do niej coś mi mówi ,że ta znajomość rozwinie się....
-Ej, uważaj jak idziesz palancie!-wykrzykneła
-Przepraszam ślicznotko.
-Nie mów tak do mnie!-u, zadziorna.
-Jesteś ładna naprawde-uśmiechnołem się.
-To ,że jestem ładna to prawda ,ale jak dla ciebie...-zlustrowała mnie wzrokiem.
-Ale, jak dla mnie?-zapytałem cały czas uśmiechając się do niej.
-Dla ciebie jestem Victoria.
-Miło mi, ja Matt
-A, teraz wybacz śpieszę się-zadarła nos, obróciła głową tak ,że jej włosy lekko smugneły mnie po twarzy.
-Ostra, lubie takie-mruknąłem, ona była  całkiem, całkiem.Lubie takie, przynajmniej nie jest tępa.No jeden pozytyw, odwróciłem się w drógą strone i poszłem do Wersussa (tego klubu),żeby zaopatrzyć się w zapasy krwi.

Victoria 

To było dziwne nawet bardzo. Ten koleś był nowy, na pewno, znam tu wszystkich. Mój ojciec był burmistrzem :]. Mimo tego iż był nowy, zachowywał hmm słowo arogancko tego nie określa. Był również niezwykle atrakcyjny, byłam pewna że ze mną flirtował. Ale nie podobało mi się jego zachowanie, uważał się za boskiego amanta. Hmm dziwne że nie było go dzisiaj w szkole, ja o również się zerwałam ale mam powód. Jestem umówiona z moją matką, ale nie mam ochoty na nią patrzeć. Rozwiodła się z tatą 6 lat temu i przez te 6 lat nawet się mną nie interesowała, a ja wiodłam sobie beztroskie i luksusowe życie z tatą. Nagle się pojawi w moim życiu i myśli że wszystko jej wybaczę.
Postanowiłam że pójdę przez park żeby było szybciej. Miałam nadzieję że nie potrwa to za długo.
Byłam już brzy knajpie i zobaczyłam ją. Nie przypominała tej Sylvii którą zapamiętałam. Moja matka zawszę była elegancka i piękna, na elegancji nie straciła ale jej skóra była w opłakanym stanie. Wyglądała na jakieś czterdzieści pięć lat a w rzeczywistości miała trzydzieści sześć. Jedyne co się w niej nie zmieniło były włosy. Długie, piękne, grube blond włosy, które zresztą po niej odziedziczyłam.
Gapiłam się na nią aż w końcu mnie zauważyła i zaczęła machać w moją stronę. Nie miałam wyboru, musiałam wejść do paszy lwa. Usiadłam na przeciwko niej.
-Córciu nie wiesz jak się za tobą z tęskniłam -w stała i próbowała mnie uścisnąć lecz szybko się odsunęłam.
-Proszę daruj sobie, powiedz po co przyjechałaś
-Stęskniłam się za tobą- jezu jak ta kobieta była fałszywa
-Na prawdę nie wiem na co ci ta cała szopka, gdybyś naprawdę tęskniła odezwałabyś się przez sześć lat...mamo-nie wierzyłam jej.
-Mówię prawdę kocham cię i zależy mi na tobie- złapała mnie za rękę, była szybsza i nie zdążyłam jej cofnąć.
-Żałosna jesteś oboje wiemy że nie chodzi o mnie i nigdy nie chodziło zawszę chodzi tylko o ciebie - wrzasnęłam i ludzie z restauracji zaczęli się na nas gapić.
-Przepraszam- mruknęłam
-Przestań kocham cię i straciłam pracę
-Wiedziałam nic nie robisz bez interesownie- a jednak cała matka liczy się tylko ona i nikt po za tym.
-Myślałam że mi pomożesz brakuje mi na życie. W końcu jestem twoją matką- od początku chodziło o kasę a ja zaczynałam się łudzić że się zmieniła.Idiotka ze mnie ludzie się nie zmieniają.
-Masz.- rzuciłam pięćset zł na stół wiem że to mało ale tyle miałam akurat przy sobie.
-Jutro dostaniesz więcej i się odpieprzysz zrozumiano-byłam wściekła
-Dobrze dziękuje i wiedz że cię kocham
-Skończ- rzuciłam na pożegnanie i wyszłam z knajpy.
Byłam cała roztrzęsiona nie wiedziałam że rozmowa z matką tak mnie wybije z rytmu.
I znowu na niego wpadłam.
-Mała czy ty mnie śledzisz -zapytał arogancki chłopak.
-Matt tak mogę zadać to samo pytanie ale nie mam na to ochoty-mruknęłam.
-Co się stało -zapytał nie znajomy
-To długa historia nie chcę o tym mówić
-Może skoczymy na drinka- zaproponował
-Zwariowałeś jest środek dnia...a zresztą okey co mi szkodzi 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz