Matt
Przechadzałem się wokół miejscowego parku była około 13;00 więc ludzi nie było, aż tak dużo.Jedynie to co naliczyłem to dwie matki z wózkami, jeden dziadek i pies.Nuss to małe bardzo małe miejsce mieści się w nim park (w którym jestem)kino, dwie restauracje z pięć spożywczaków (choć mogło być więcej)kwiaciarnia, szkoła podstawowa, przedszkole, gimnazjum, liceum, biuro nieruchomości, bank, fryzjer, centrum kultury, kebab pizzeria i centrum w którym mieściło się wszystko ,a i nie zapominajmy o cmentarzu i kościele.Usiadłem na ławce i przyglądałem się okolicy, która była tak mdła i sielankowa ,że aż zbierało mi się na wymioty.Gotem nie jestem ,ale żeby na każdym zakręcie była urocza tabliczka z rysunkiem informująca o wszystkim?!Nie rozumiem tego no ,ale jakoś muszę przetrwać, na szczęście w tym "Centrum" ,mieścił się klub, nie tylko dla ludzi.(wiecie co mam na mysli)O, nareszcie coś ciekawego jakaś dziewczyna, ładna.Zagadam do niej coś mi mówi ,że ta znajomość rozwinie się....-Ej, uważaj jak idziesz palancie!-wykrzykneła
-Przepraszam ślicznotko.
-Nie mów tak do mnie!-u, zadziorna.
-Jesteś ładna naprawde-uśmiechnołem się.
-To ,że jestem ładna to prawda ,ale jak dla ciebie...-zlustrowała mnie wzrokiem.
-Ale, jak dla mnie?-zapytałem cały czas uśmiechając się do niej.
-Dla ciebie jestem Victoria.
-Miło mi, ja Matt
-A, teraz wybacz śpieszę się-zadarła nos, obróciła głową tak ,że jej włosy lekko smugneły mnie po twarzy.
-Ostra, lubie takie-mruknąłem, ona była całkiem, całkiem.Lubie takie, przynajmniej nie jest tępa.No jeden pozytyw, odwróciłem się w drógą strone i poszłem do Wersussa (tego klubu),żeby zaopatrzyć się w zapasy krwi.
Victoria
Postanowiłam że pójdę przez park żeby było szybciej. Miałam nadzieję że nie potrwa to za długo.
Byłam już brzy knajpie i zobaczyłam ją. Nie przypominała tej Sylvii którą zapamiętałam. Moja matka zawszę była elegancka i piękna, na elegancji nie straciła ale jej skóra była w opłakanym stanie. Wyglądała na jakieś czterdzieści pięć lat a w rzeczywistości miała trzydzieści sześć. Jedyne co się w niej nie zmieniło były włosy. Długie, piękne, grube blond włosy, które zresztą po niej odziedziczyłam.
Gapiłam się na nią aż w końcu mnie zauważyła i zaczęła machać w moją stronę. Nie miałam wyboru, musiałam wejść do paszy lwa. Usiadłam na przeciwko niej.
-Córciu nie wiesz jak się za tobą z tęskniłam -w stała i próbowała mnie uścisnąć lecz szybko się odsunęłam.
-Proszę daruj sobie, powiedz po co przyjechałaś
-Stęskniłam się za tobą- jezu jak ta kobieta była fałszywa
-Na prawdę nie wiem na co ci ta cała szopka, gdybyś naprawdę tęskniła odezwałabyś się przez sześć lat...mamo-nie wierzyłam jej.
-Mówię prawdę kocham cię i zależy mi na tobie- złapała mnie za rękę, była szybsza i nie zdążyłam jej cofnąć.
-Żałosna jesteś oboje wiemy że nie chodzi o mnie i nigdy nie chodziło zawszę chodzi tylko o ciebie - wrzasnęłam i ludzie z restauracji zaczęli się na nas gapić.
-Przepraszam- mruknęłam
-Przestań kocham cię i straciłam pracę
-Wiedziałam nic nie robisz bez interesownie- a jednak cała matka liczy się tylko ona i nikt po za tym.
-Myślałam że mi pomożesz brakuje mi na życie. W końcu jestem twoją matką- od początku chodziło o kasę a ja zaczynałam się łudzić że się zmieniła.Idiotka ze mnie ludzie się nie zmieniają.
-Masz.- rzuciłam pięćset zł na stół wiem że to mało ale tyle miałam akurat przy sobie.
-Jutro dostaniesz więcej i się odpieprzysz zrozumiano-byłam wściekła
-Dobrze dziękuje i wiedz że cię kocham
-Skończ- rzuciłam na pożegnanie i wyszłam z knajpy.
Byłam cała roztrzęsiona nie wiedziałam że rozmowa z matką tak mnie wybije z rytmu.
I znowu na niego wpadłam.
-Mała czy ty mnie śledzisz -zapytał arogancki chłopak.
-Matt tak mogę zadać to samo pytanie ale nie mam na to ochoty-mruknęłam.
-Co się stało -zapytał nie znajomy
-To długa historia nie chcę o tym mówić
-Może skoczymy na drinka- zaproponował
-Zwariowałeś jest środek dnia...a zresztą okey co mi szkodzi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz