niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 2 Drink

Matt
-No to gdzie idziemy?-zapytała blondynka
-A, jak myslisz czy tu jest jakieś inne miejsce co, klub Wersuss?-zapytałem z ironia
-no, nie
-no to świetnie, chodź-złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą.
***********
Do naszego stolika podeszła kelnerka.
-Poproszę nr 9 -rzekłem
-a, ja nr 3-odrzekła moja współ towarzyszka, urocza Victoria.
-Nie jest pani przypadkiem za młoda ?-zapytała podejżliwie kelnerka.
-nie, nie jest-spojrzałem jej w oczy i użyłem wpływu.
-Tak myślę ,że pan ma racie-i odeszła.
-Mogę zadać ci pytanie?-zapytała Victoria.
-Pytaj o co chcesz kochanie.
-Mówiłam ci nie mów do mnie kochanie-warkneła.
-I jak to możliwe ,że jesteś Vip-em?
-Oh, widzisz   to zabawna historia, ja jestem kimś ważnym i to jak!
-zanczy kim?
-Dowiesz się w swoim czasie kotku.
-mówiłam ni....
-Nr 3 dla pani i nr 9 dla pana coś jeszcze?-zapytała kelnerka
-Nie dziękuje - odparli niemal jednogłośnie

Victoria 

Czułam się nie zręcznie. On się nie odzywał tylko głupio uśmiechał. Nie wiem co mu po głowie chodziło i raczej nie chciałam wiedzieć. On jakby czytał mi w myślach zaczął się po cichu śmiać. Byłam lekko zażenowana.
-Chodzisz do naszej szkoły- zapytałam chcąc jak coś rozkręcić rozmowę.
-Hmm a właśnie, zastanawiałem się czy nie zacząć, a co chcesz misiaczku żebym się z tobą częściej spotykał? Wiesz nie muszę chodzić do jakiejś głupiej szkoły żebyśmy się częściej widywali
-Tak... Nie wydaje ci się że dwa razy dziennie to wystarczy? A do szkoły to chyba musisz chodzić?
-Po pierwsze ty chyba też nie za często odwiedzasz budę, a po drugie ja nic nie muszę- uśmiechną się uwodzicielko.
-To hmm bardzo interesujące... a co na to twoi rodzice?
-Nic, mam... 18 lat i nie muszę się słuchać starych, a zresztą nie mieszkam z nimi- widać było że był wyraźnie poruszony gdy wspomniałam o rodzicach.
-Fajnie masz-też chciałbym się od nich raz na zawszę uwolnić, ale tata musiałby mi przesyłać dużo kasy.
-Tak fajnie...-zamyślił się.
*******************
Dopiłam swojego drinka.
-Okey ta ja się już będę zbierała
-Słoneczko już mnie opuszczasz?
-Jezu nie nazywaj mnie tak
-Jak słoneczko, kochanie, skarbie
-Tak dokładnie!
-Nie nigdy nie przestanę cię tak nazywać
-Nigdy to bardzo długo- warknęłam.
-Coś o tym wiem- odparł smutno
-Co? dobra nie ważne- położyłam kasę za drinka i wyszłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz