czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział 9 Wyjście

Uwaga ten rozdział i kolejne do 11 są napisane przez Alexsis znaną jako MissBlack.
Ja tylko przeniosłam tego bloga i dalsze rozdziały na nim będę pisać.

Victoria 


Moja moc? Co to w ogóle oznacza? Stałam wpatrzona w Ive ze łzami w oczach. Nic nie rozumiałam, a ja naprawdę nie lubię się tak czuć. Zaczęłam mrugać żeby powstrzymać łzy ale i tak parę kropelek spłynęło mi po policzku. Matt otrzepał ubranie i podszedł do mnie. Odsunęłam się.
-N-nie d-d-dotykaj mnie- wyjąkałam. Zrobił zdziwioną minę.
-Myślałem że już wszystko sobie wyjaśniliśmy- złapał mnie za ramię. Wzdrygnęłam się.
-Właśnie nic sobie nie wyjaśniliśmy... Nie mogę myśleć- rozpłakałam się. W tym momencie czułam się okropnie. Nie dość że Matt widzi jak płaczę to jeszcze ta dziewczynka. Wtuliłam się w niego.
-Chyba pójdę do domu- wymamrotałam.
-Odprowadzę cię
-Nie, muszę sobie wszystko przemyśleć...Spotkamy się jutro w szkole- otworzyłam drzwi.
-A buziak?- zapytał.
-Nie, nie teraz- wyszłam. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Postanowiłam iść przed siebie. Błąkałam się po lesie. Zorientowałam się że już zapadł zmrok. Wyjęłam komórkę, chciałam dodzwonić się do taty ale nie miałam zasięgu. Usiadłam na jakimś pniu. Zaczął padać deszcz. Było mi zimno, ubranie miałam całe przemoczone. Nie wiem ile tam siedziałam straciłam rachubę czasu. Dopiero teraz zaczęły docierać do mnie fakty. Matt był wampirem, a z tego co o nich wiem są martwi, całowałam się z trupem! Cofało mi się na samą myśl o tym. Wampiry żeby przetrwać potrzebują... KRWI! O cholera, to on zabił Becky. No cóż wisi mi bluzkę. Ale pomijając bluzkę, Becky została dziwnie wyssana z krwi, a to oznacza że całowałam się z mordercą. Za to jakim przystojnym... ale mordercą. A ta dziewczynka Iva. Czy jest bezpieczna ? Mimo iż wiem że Matt jest psychopatycznym wampirem mordercą to nic nie zmienia. Nadal coś do niego czuje, nie obrzydzenie (choć poniekąd też) nadal jestem w nim zakochana. Nie zauroczona, zakochana. Potrafię odróżnić te dwa stany ponieważ wiele razy byłam zauroczona, a teraz to coś innego. Wiem że moje miejsce jest przy nim...
Usłyszałam jakiś szelest. Serce zamarło mi ze strachu. Wilk, dzik...czy może jeszcze coś gorszego? Zza drzewa wyjawiła się niewielka postać starszej kobiety. Staruszka o bardzo miłym wyrazie twarzy (ile ja razy przejechałam się na osobach z takim wyrazem twarzy) zdziwiła się na mój widok. Och dziwne że się nie przeraziła, pewnie paskudnie wyglądam.
-Zgubiłaś się... jesteś cala przemoczona i zmarznięta- pokręciła głową.
-Tak, bo ja właśnie zabłądziłam- tłumaczyłam się.
-Niebezpiecznie włóczyć się po lesie samemu po ciemku i w taką pogodę, nie wiadomo co można spotkać po zmroku- na przykład wampira? Ach nie! Przecież tutejsze wampiry nie boją się słońca. Dodałam w myślach.
-Nie ma zasięgu, a kompletnie nie wiem gdzie jestem- teraz zorientowałam się jak jest mi zimno. Kobieta bacznie mi się przyglądała.
-Chodź nie daleko mieszkam. Zrobię coś do jedzenia, a ty się wysuszysz- zaproponowała. Zgodziłam się. Jakie miałam inne wyjście? Zostać tu sama jako pokarm dla wygłodniałych zwierząt, albo na przykład dla wygłodniałego przyszłego chłopaka. Zaśmiałam się w duchu. Kobieta prowadziła mnie przez las. Parę razy wywróciłam się w błoto lub potknęłam o jakąś gałąź. Kobieta za każdym razem kręciła z rozbawieniem głową. Ale jakby ona próbowała iść po takim terenie w botkach na obcasach, a praktycznie na jednym obcasie, bo drugi mi się złamał. Wyszliśmy z lasu na jakąś łąkę. Na środku polany stał dość duży domek z kamienia. Można by nawet powiedzieć że domek był uroczy. Weszliśmy do środka. Było tam ciepło, miło i przytulnie. Przy kominku siedziało kilku chłopców. Boże mam nadzieję że ta babcia nie przyprowadziła mnie tu żeby zapewnić doskonałą rozrywkę tym tu. Paru z nich rozpoznawałam ze szkoły. Wszyscy odwrócili głowy w moją stronę. Trzeba było przyznać że byli nawet przystojni, ci starsi oczywiście.
-O to nasz gość, zgubiła się w lesie. Proszę zachowujcie się- upomniała chłopców starsza pani. Dała mi ręcznik, suchy szlafrok i gestem pokazała łazienkę. Nie zastanawiając się szybko poszłam się przebrać. Łazienka była małym pomieszczeniem. Przejrzałam się w lustrze. Twarz miałam całą brudną, włosy poklejone, makijaż rozmazany, a na ciele i ubraniach miałam pełno błota. Zdjęłam ciuchy i wskoczyłam pod prysznic. Zalała mnie fala ciepłej, kojącej wody. Szybko zmyłam z siebie błoto i inny bród. Wytarłam się i nałożyłam szlafrok. Był miękki i miły w dotyku. Dziwnie się czułam nakładając czyjąś rzec na siebie. Ale od razu widać było że szlafrok był czysty i nie używany. Wyszłam z łazienki. Kobieta uśmiechnęła się.
-No! Od razu lepiej...Muszę przyznać że jesteś bardzo ładna- pochlebiał mi ten komentarz, chodź już do niego przywykłam. W końcu moja mama była pięknością, a tata cóż był przystojny jak na 40-latka.
-Dziękuje to naprawdę miłe...Jestem Victoria- usiadłam przy stole. Stał tam stos kanapek.-Obawiam się że nie jestem w stanie tego wszystkiego zjeść- uśmiechnęłam się.
-Nazywam się Nadira, a to James, Will, Bill, Joseph, Morgan i Felix- przedstawiła chłopaków.Po zjedzeniu kanapek zdałam sobie sprawę że tata na pewno się o mnie nie pokoi.
-Mogłabym skorzystać z telefonu?-zapytałam.
-Och tak naturalnie, tam stoi- pokazała małą komódkę przy wejściu. No muszę przyznać że jak na ludzi mieszkających w dziczy, nie są tak strasznie zacofani. Wykręciłam numer komórki taty ale było zajęte, więc zadzwoniłam do Matta. Odeprał po pierwszym sygnale.
-Słucham?
-Hej.
-Victoria?
-Tak... Wiesz po tym jak wyszłam od ciebie...
-Zaraz zaraz...Skąd ty masz mój numer?
-Bo jak po tym w barze, poprosiłam tatę...a zresztą nie ważne! Więc jak od ciebie wyszłam to zabłądziłam..
-Chcesz powiedzieć że nie jesteś w domu od 5 godzin..
-Dasz mi w końcu powiedzieć! Chwila, od 5 godzin.
-Tak ! Mów gdzie jesteś
-Zgubiłam się w lesie, znalazła mnie pewna kobieta zaprowadziła mnie do siebie... To domek na polanie w lesie. Nie oczekuje że zostawisz Ive samą w domu ale jakbyś mógł...
-Jesteś w domu w lesie u obcych ludzi. Nie ruszaj się postaram cię znaleźć jak najszybciej góra 5 minut.
-Eee... nie przeceniasz się troszkę bo wiesz..
-Nie! Zaraz będę. Czekaj na mnie.
I się rozłączył. Powiedziałam tej miłej pani że znajomy zaraz po mnie przyjedzie. Podziękowałam jej za wszystko.
-Żaden problem- odpowiedziała. Po chwili rozległo się pukanie. Nadira otworzyła drzwi. Po drugiej stronie stał Matt. Wyraźnie zaniepokojony i rozdrażniony.
-Victoria, chodź do mnie- rozkazał. Takiego tonu jeszcze u niego nie słyszałam ale ogólnie to mówił do mnie prawie ciągle z sarkazmem. Teraz jego głos był zimny i suchy. Można było wyczuć że jest zły. Zmieszałam się trochę widząc jak Nadira i chłopcy na niego patrzą. Miałam już do niego podejść ale za jego plecami ujrzałam Alexa. No cóż zapowiada się coraz ciekawiej. Matt pochwycił moje spojrzenie i się odwrócił.
-Co tu robisz- warknął Alex. Podeszłam do Matta.
-On tylko po mnie przyjechał bo zgubiłam się w lesie a pani...- nie dokończyłam bo Matt zakrył moje usta dłonią. Co on wyprawia.
-Idziemy oni są nienormalni- pociągnął mnie za sobą.
-Bardziej niż ty ? Oj nie wydaje mi się- drwił sobie Alex. Stałam na środku po jednej stronie miałam Matta, a po drugiej Alexa.
-Wiesz że zadajesz się z wampirem?- zapytał Alex z obrzydzeniem.
-Z kąt on...
-To wilkołak- wyjaśnił Matt z takim samy wstrętem.
-Na serio?- zapytałam z niedowierzaniem. Obaj pokiwali głową.
-Świetnie teraz czuję się jak w jakimś pieprzonym Zmierzchu- załamałam ręce. To nie był żadem żart. To to jest idiotyczne wampiry wilkołaki.
-W takim razie wielka stopa albo yeti też istnieją?- zapytałam przerażona. Alex się zaśmiał ale Matt był całkiem poważny i pokręcił głową. Jego mina wskazywała że był wściekły. Ale na co? Na mnie?
-Jednego nie rozumiem- zwrócił się do Nadiry.
-Nic dziwnego. Rozumem to twoja rasa nie grzeszy- zaśmiał się jeden z chłopaków chyba Morgan jak się nie mylę. Matt go zignorował.
-Dlaczego ją tu przyprowadziłaś, dlaczego wzięłaś ją do swojego domu. Przecież czułaś mój zapach, wyczuwałaś wampira- zapytał Matt przyciągając mnie do siebie.
-Owszem ale była przerażona i wyczułam w niej coś jeszcze innego-poczułam jak pod koszulką mięśnie Matta się naprężają. Rzucił jej pogardliwe spojrzenie, złapał mnie dość brutalnie i mocno za ramię. Był zdenerwowany i wyżywał się na mnie. Łzy naszły mi do oczu. Przeraziłam się. Zaciągnął mnie w do lasu, okazało się że kilka metrów dalej była ulica, gdzie zostawił samochód. Ciągnął mnie nie zastanawiając się czy mnie boli. Wepchnął mnie siłą do samochodu i odjechał. Przez całą drogę nie odezwał się do mnie słowem. Nawet na mnie nie spojrzał. Ręka strasznie mnie bolała. Łzy ciekły mi po policzkach. Bałam się zapytać gdzie jedziemy. Po chwili zaparkował pod swoim domem. Wyciągnął mnie z auta. Wprowadził mnie do środka cały czasz ściskając mi rękę. Zatrzasnął z hukiem drzwi i rzucił mnie na kanapę.
-Iva na górę!- krzyknął do dziewczynki. Aż podskoczyła słysząc to.
-Ale..
-Mówię coś! Na górę!- dziewczynka z przerażeniem uciekła po schodach. Spojrzałam na niego ze strachem i bólem.
-Nie myślałem że możesz być aż tak głupia- krzyknął.- Co ci do głowy strzeliło żeby...-przerwał. Spojrzał na mnie. Byłam przestraszona. Wyraz jego twarzy od razu się zmienił. Podszedł do mnie chciał mnie dotknąć ale szybko się odsunęłam. To był taki odruch.- Przepraszam nie chciałem cię wystraszyć- jego oczy skierowały się w stronę mojego przed ramienia. Podciągnął mi rękaw do góry. Cała ręka była czerwona i miałam fioletowe ślady po jego dłoni.- Nie możliwe przecież nie złapałem cię aż tak mocno, przecież...- oczy miałam czerwone od płaczu. Przyciągnął mnie do siebie, tym razem delikatnie i przytulił.- Nie chciałem. Przepraszam tak bardzo przepraszam- Iva zeszła na dół i przyjrzała mi się.
-Dzwonił twój tata. Powiedziałam że zostaniesz na noc. Zgodził się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz