czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział 11 "Tak najlepiej zrób ze mnie dziwkę"


Victoria 
Urodziny okazały się świetną imprezą. Było wiele osób pełnoletnich którzy z chęcią kupili alkohol młodzieży poniżej osiemnastego roku życia. Cóż ja dość mocno się spiłam. Każdy twierdzi że mam mocną głowę i naprawdę tak jest ale po takiej dawce wódki nawet najtwardszy wylądowałby pod stolikiem. Ja na szczęście nie straciłam przytomności tylko ledwo stałam na nogach. Tłumaczyłam właśnie coś gdy nagle ktoś zwymiotował tuż obok mnie. Osunęłam się nie zgrabnie. Ludzie zaczęli klaskać i śmiać się.
-Dobra tobie już wystarczy- jakaś wysoka postać pociągnęła mnie do wyjścia.
-Ale...Nie, nie-kręciłam głową.
-Jesteś taka rozkoszna jak jesteś pijana, przenocujesz u mnie bo twój ojciec nie może widzieć cię w takim stanie- zidentyfikowałam osobę z którą wychodziłam z imprezy. To był Matt. Wsadził mnie do samochodu.
-Wiesz...mój ojciec widział mnie w o wiele gorszym stanie- odbiło mi się żulowską czkawką. -Ojej- zasłoniłam dłonią usta.
-Wolę nie pytać- popatrzył na mnie rozbawiony.
-A-a ty też piłeś- powiedziałam sennie.
-Ale ja jestem wampirem i nie mogę się doprowadzić do takiego stanu, chyba że wypiję krew człowieka który jest mocno pijany-wyjaśnił.
-Aha-w tym momencie urwał mi się film.

Obudziłam się rano ze strasznym bólem głowy. Zrobiło mi się nie dobrze więc pobiegłam do łazienki. Po chwili przestało mi się kręcić w głowie. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam że wyglądał strasznie. Byłam blada jak trup, makijaż mi się rozmazał. Miałam na sobie koszulę Matta. Przemyłam twarz zimną wodą, co przyniosło mi lekkie ukojenie ale nie na długo. Poszłam na górę potykając się parę razy o schodek. Gdy znalazłam się w salonie na kanapie siedział przystojny [nie bardziej niż Matt ale dawał radę] chłopak.
-Matt poszedł się najeść- wyjaśnił gdy właśnie miałam otworzyć usta.
-Tak krew niewinnych dziewic i takie tam- miałam wejść do kuchni gdy nagle mnie olśniło
-Zaraz, zaraz a kim ty jesteś- zapytałam cofając się.
-Aron. Jestem przyjacielem Matta, też wampir- uśmiechnął się ironicznie.
-Przepraszam...Znasz może coś na kaca- podrapałam się po głowie,która bolała jak cholera.
-Usiądź a ja zrobię ci masaż- ale jak masaż ma pomóc na kaca.
-Przejmę twojego kaca a sam nic nie poczuję- wyjaśnił widząc moje obawy. Zrobiłam jak kazał. Zaczął delikatnie masować mi skronie. Pozwoliłam ponieść się rozkoszy która przemknęła przez moje ciało. Co jakiś czas pomrukiwałam jak kotka. Niemal widziałam uśmiech Arona. Czułam się coraz lepiej a ból głowy niemal ustał. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Podniosłam lekko prawą powiekę. Ujrzałam rozwścieczonego Matta.
-Co tu się dzieje- wykrzyknął oskarżycielsko. Zorientowałam się że Aron zabrał ręce.
-Twój kolega wyleczył mnie właśnie z kaca- wyjaśniłam zła że przerwał ten niesamowity masaż.
-Och świetnie ładnie ją leczyłeś robiąc jej masaż- obrzucił go lodowatym spojrzeniem.
-Wiesz że to jeden z najmilszych sposobów- powiedział znów kładąc mi dłonie na skroniach. Osunęłam się lekko na fotelu.
-Nie dotykaj jej- warknął.
-Co jest-zapytałam poirytowana.
-Tak, no cóż obcy wampir cię masuje może od razu dałabyś mu się ugryźć- krzyknął. Podniosłam się gwałtownie i wymierzyłam mu siarczysty policzek.
-Tak najlepiej zrobić ze mnie dziwkę- krzyknęłam i zbiegłam do sypialni. Przebrałam się z powrotem w wczorajszy strój, zgarnęłam torebkę.
-Co robisz- zapytał tonem jakbym była jego rzeczą.
-Wychodzę nie widać?- nałożyłam kurtkę.
-Odwiozę cię- zaproponował z naciskiem.
-Nie trzeba znam drogę...Może przy okazji spotkam jakiegoś wampira i mu się sprzedam, a właściwie po co wampir znam paru wilkołaków- powiedziałam z sarkazmem i wyszłam trzaskając drzwiami. Szłam poboczem. Za kogo on mnie ma? Nagle włączyła mi się wibracja w telefonie, wystraszyłam się tak że aż podskoczyłam. Sprawdziłam kto dzwoni.  Matt. Odrzuciłam połączenie. Jakiś samochód zatrzymał się koło mnie.
-Vicki co ty tu robisz- w samochodzie siedział Alex z jakimiś dziewczynami. Wzdrygnęłam się. Alex nie miał dziewczyny,to o moje względy się starał. A teraz w jego samochodzie siedziały trzy rozbawione panienki. Były nawet ładne.
-Nic,idę sobie niewolno?- zapytałam sarkastycznie.
-No wolno ale dlaczego płaczesz?- zorientowałam się że łzy spływają mi po policzkach. Właśnie dlaczego płaczę przez tego kretyna? Kiedyś wcale nie płakałam, zmieniłam się. Tak działa miłość...Tyle że ja nie prosiłam o zazdrosnego, zaborczego chłopaka wampira.
-Bo lubię- odwarknęłam i przyspieszyłam kroku.
-Gdzie Matt?- oczywiście pojechał za mną.
-Nie wiem- krzyknęłam.-Gdzieś to mam
-Pokłóciliście się- bardziej stwierdził niż zapytał. Widziałam lekki uśmiech na jego twarzy.-Wskakuj zawiozę cię do domu- zaproponował.
-Nie chcę ci zajmować czasu, widzę że jesteś zajęty- omiotłam spojrzeniem śmiejące się dziewczyny.
-One? No proszę tylko poprosiły mnie o podwózkę- uśmiechnął się szeroko- Chyba nie jesteś zazdrosna?
-O ciebie błagam..-prychnęłam.
-To wsiadasz czy nie? Bo się rozmyślę- zaśmiał się lekko.
-Ta jasne czekaj bo uwierzę- usiadłam z przodu. Wyjęłam z torebeczki lusterko i zaczęłam się poprawiać. Nadal wyglądałam strasznie. Usta ułożyły mi się w niechętnym grymasie.
-Jesteś piękna- powiedział Alex. Nie chętnie się uśmiechnęłam.
-Wiem- odpowiedziałam a on wybuchnął śmiechem. Zawsze tak przyjmowałam komplementy, cóż znam swoją wartość i dobrze mi z tym. Podwieźliśmy najpierw dziewczyny, a później pojechaliśmy do mnie.
-Wejdziesz- zapytałam.  Byłam przekonana że się zgodzi. Znamy się od małego. Przyjaźnimy się tak długo że prawie mieszkamy u siebie,znaczy się oni mieszkają u mnie. Od dziesięciu lat już nawet nie pukają. Oczywiście nasze relację trochę się popsuły przez Matta ale nadal się kochamy[w sensie jak rodzeństwo]. Weszliśmy do domu. Było wysprzątane. Znalazłam karteczkę na stole:
Victoria mam dzisiaj wolne a twój tata musiał wyjechać na ważne spotkanie
Będzie za tydzień. Mi rozchorowała się córka i nie wiem kiedy wrócę.
Ojciec zostawił Ci pieniądze na jedzenie i takie tam.
Lezą u niego w biurku. Kazał Ci przekazać żebyś wszystkich od razu nie
wydała. Jak coś zgodził się żeby nocowali u Ciebie jacyś znajomi.
                                                                                                                                                             Marry
P.S Nie podpal domu.
Uśmiechnęłam się.
-Co jest?- zapytał Alex zamykając lodówkę.
-Zostaw moją lodówkę- zaśmiałam się na widok Alexa z kiełbasą w ręku.
-Nie moja wina że Marry zrobiła takie zapasy, a właśnie gdzie jest moja ulubiona gosposia?- zapytał gryząc kawałek kiełbasy.
-Nie ma jej. Taty też nie, wróci za tydzień- poinformowałam radośnie.
-A to oznacza że mamy wolną chatę-wykrzyknął zadowolony.
-Mamy?- zapytałam.
-No cóż chyba mnie nie wyrzucisz?- zapytał gryząc kolejny kawałek.
-Z kąt ta pewność- uwielbiałam się z nim droczyć.Odłożył kiełbasę na bok i zaczął mnie gonić.W końcu mnie złapał i zaczął gilgotać. Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać. Mam straszne gilgotki i on o tym doskonale wie..
-Do...bra możesz... zostać- powiedziałam przez śmiech. -Idę się umyć i ogarnąć a ty zadzwoń po pizze i Jessice- nakazałam.
-Po co Jess?
-Bo się na nas obrazi, nie marudź tylko dzwoń- poszłam na górę. Gdy weszłam do pokoju Matt stał o party o parapet.

2 komentarze:

  1. Pragnę zauważyć, że nie tylko te trzy rozdziały są napisane przeze mnie. Moja jest cała perspektywa Vicky. Jestem ciekawa jak to dalej pociągniesz...Czekam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tam! I ja też jestem bardzo ciekawa jak to pociągnę ^.^

    OdpowiedzUsuń