Matt
Zbliżała się północ.A, ja miałem zadanie do wykonania niestety...Wyszedłem z mojej gotyckiej posiadłosci z dużym workiem na plecach , ciało nie było ciężkie dla mnie nie, ale dal ludzi i owszem, pewnie jutro całe miasto będzie o tym plotkować i te wieści zaburzą spokój w tym małym, nic nie znaczącym miasteczku.Roskoszowałem się nocą, wiał chłodny wiatr nie przeszkadzał mi on na szczęście Nuss to miasto portowe, więc do portu nie było, aż tak daleko.Po okołu 2 minutach byłem koło portu.Rozwiązałem worek i wrzuciłem martwe ciało dziewczyny, która chyba zwała się Rebeccka Evans?W każdym razie już pozbyłem się śmieci z kolacji.Księżyc, był w pełni postanowiłem więc pospacerować "Może, natkne się na jakąś zagubioną duszyczkę?"-pomyślałem.I nagle naszła mnie myśl, najprawdopodobniej jedna z najlepszych od paru tygodni.Mam tak wielką posiadłość, najprawdopodbniej to największy dom w miasteczku.Moge stworzyć armię wampirów, będącą na moje usługi zbliżałem się właśnie do parku gdy usłyszałem dziecięcy płacz.Poszedłem za głosem i zobaczyłem małą dziewczynkę z blond włoskami i błękitnymi oczkami, na oko miała góra 9 lat.Płakała ubrana była w łachmany w pierwszej chwili nie wiedziałem co mam zrobić, "Zaopiekować się nią?" czy "Zabić?"zauważyłem ,że dziewczynka już nie płacze tylko wpatruje się we mnie swymi modrymi oczętami-Gdzie twoja mama?-zapytałem z troską ,a dziewczynka z kamienną twarzą zaprowadziła mnie w głąb parku, gdzie zobaczyłem kobietę z małym zawiniątkiem, leżała na ziemi i chyba...nie żyła po chwili dziewczynka odpowiedziała.
-Nie żyje.
-Opowiesz mi co się stało?
-Mama kazała nam uciekać, wzieła braciszka i mnie i uciekłyśmy do parku mówiła ,że idą po nią źli ludzie i nagle ktoś zatakował mamę ,a ona kazała mi uciekać schowałam się w krzakach-przerwała i pokazała miejsce
-Widziałam jak czarni panowie zabijają mamę, tak jak by pili z niej-dopiero po chwili zauważyłem ślady ugryzień i krew na trawie.
-Chodź tu nie jest bezpiecznie, zaopiekuje się toba-sam byłem zdzwiony tym ,że to powiedziałem.Boże! Okazałem jakieś uczucia, to było dziwne ,ale obudził się w mnie instnkt który był ukryty i ta o to mała dziewczynka zdołała wydobyć moje ludzkie cechy, wnet przypomniała mi się Victoria.
-Jak się nazywasz?
-Iva ,a ty?
-Matt będę, mh tak jagby twoim bratem
-zaopiekujesz się mną?
-tak.-i mała przytuliła się do mnie
-kim jesteś?-tym pytaniem zbiła mnie z pantałyku
-...-nie odpowiedziałem
-Mama mówiła ,że każdy człowiek ma aurę ,a ty jej nie masz nie widzę jej.
-Bo, ja nie jestem człowiekiem
-To kim?-dociekałą mała
-Wampirem-przestraszyła się i odsuneła
-nie bój się, chce ci pomóc-dziewczynka nie ufnie wróciła do mnie.
-a, ty kim jesteś?-zapytałem i uśmiechnąłem się do dziewczynki.
Victoria
Nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok. Można byłoby pomyśleć że jestem za bardzo podniecona nowymi ciuszkami no i moimi nowiutkimi botkami od Christiana Louboutina, ale to do mnie nie podobne. Od najmłodszych lat jestem rozpieszczona. No ale cóż te botki są naprawdę śliczne.
Lecz coś mi nie dawało spokoju. Miałam wrażenie że stało się coś złego.
Poszłam do kuchni napić się wody.Długo szukałam butelki mineralnej. Narobiłam hałasu ale na szczęście nikt się nie obudził. W domu mieszkam z tatą i naszą gosposią Marą. Napiłam się wody malinowej (bo tylko taką znalazłam) i wróciłam do pokoju żeby się położyć. Była ok 3:30, jeszcze trochę się pokręciłam się jeszcze chwilę i zasnęłam. Miałam koszmarny sem. Dookoła było pełno krwi. Na ulicach płynęła krew. Nasza rzeka zamiast wody miała krew. I nagle go zobaczyłam. Matt. Był bardzo z czegoś zadowolony. Uśmiechnął się i ujrzałam że ma kły które również były we krwi. Podchodził do mnie.
Na szczęście się obudziłam. Byłam cała mokra od potu. Cała się trzęsłam, a po policzku spływały mi łzy.
-Wszystko dobrze? Krzyczałaś- do pokoju wszedł tata.
-Tak miałam koszmarny sen
-Spokojnie to fikcja już jesteś bezpieczna- usiadł na łóżku i mnie przytulił. Miał racje w jego ramionach czułam że nic ani nikt nie może mnie skrzywdzić.
-To było przerażające- próbowałam wyrównać oddech. Nadal nie mogłam dojść do siebie. A Matt wydawał się taki rzeczywisty.
-Już dobrze, skarbie wszystko dobrze- w tuliłam się w niego mocniej i zaczęłam płakać mu w ramię. Dałam ujść uczuciom które mnie ogarnęły. trach, frustracja i cała ta afera z matką to dało mi w kość mimo że jestem straszną wredną suką.
-Kocham cię tatku.
-Ja ciebie też skarbie.
-Która godzina?
-Dochodzi 7:00
-Dobra to muszę wstawać- poklepałam go po ramieniu- Dziękuje
-Okey to co zjesz na śniadanko- zapytał
-Hmm. jajecznice na bekonie i szczypiorku- potrzebuje dużej dawki energii.
-Tak... Mary nie ma więc ja zrobię ci te wspaniałe danie- o matko! On nawet wodę na herbatę przypala.
-No wiesz to ja chyba zjem kanapki- był zawiedziony.
-Dobra, dobra żartowałem - śmiał się.
-No naprawdę bardzo śmieszne- droczyłam się.
-To ja lecę złożyć zamówienie Marze- pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju.
Natychmiast poleciałam do garderoby przejrzeć ubrania. Postanowiłam ubrać szarą tunikę, jasne lejansy ( to takie leginsy tylko wyglądają ja jeansy), do tego moje nowe botki. Weszłam do łazienki żeby się ogarnąć, trochę to potrwało bo miałam wory pod oczami i czerwoną twarz ale make-up działa cuda. Ostateczny efekt był zniewalający (tak jak sama moja osoba). Rozczesałam włosy, postanowiłam że je zostawię rozpuszczone. Po doprowadzeniu się do upragnionego efektu poleciałam do kuchni.
********************************************************************
-Mniam było naprawdę pyszne- powiedziałam do Mary gdy już zjadłam.
-Cieszę się ci smakowało- uśmiechnęła się. Jest dla mnie jak matka, kocham ją.
-Wiesz jak się przeraziłam jak tata powiedział że zrobi mi śniadanie
-Wyobrażam sobie- śmiałyśmy się z Marą, a tata się zaczerwienił.
-Oj tam, oj tam przecież aż tak źle nie gotuje- marudził.
-Ta jasne- zanosiłam się ze śmiechu.
-Dobra myszko nie musisz już zbierać się do szkoły- Mara jest naprawdę kochana.
-Tak... Tato zawieziesz mnie do szkoły nie pojadę chyba autobusem
-Okey tylko wezmę kluczyki
Już mieliśmy wychodzić ale do taty zadzwonił telefon.
-O Boże... Tak, tak rozumiem oczywiście będę- tata był zdenerwowany
-Co się stało- próbowałam to z niego wyciągnąć.
-Dziś rano policja znalazła nad potokiem ciało twojej koleżanki z klasy Rebeccy Evans.
-To tragedia- Mara zasłoniła usta.
-No fakt tym bardziej że pożyczyłam jej mój ulubiony ciuszek
-Jak możesz tak mówi?! Ona nie żyje- wrzeszczał tata. Wielkie mi co ludzie co dziennie umierają a moja bluzka była z limitowanej kolekcji. Nie lubiłam tej Becy, pożyczyłam jej tę bluzkę bo umówiła się z jakimś wieśniakiem z roku wyżej. Zamiast ona miała pisać mi wypracowania z polskiego. Szlag wypracowania przepadły i bluzka też. Życie jest nie sprawiedliwe!
-Okey, dobra przez resztę dnia będę rozpaczać wystarczy?
-Jesteś egoistką zastanów się że ty mogłabyś być na jej miejscu?
-Jak możesz ta mówić, jestem twoją córką. Wolałbyś żebym to ja była na jej miejscu?!- nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
-Nie oczywiście że nie ale nie możesz myśleć tylko o sobie
-Najwyraźniej mnie tak wychowałeś- krzyczałam
-Muszę jechać na miejsce zdarzenia
-Nie zawieziesz mnie?
-Jak się przejdziesz to nic ci się nie stanie. Przemyśl swoje zachowanie
-Aha to za kare mnie nie zawieziesz-nie odpowiedział mi tylko wyszedł. Ja zaczekałam chwilę i wyszłam trzaskając drzwiami.
-Szlag że niby jestem egoistką, ale ta bluzka była naprawdę drogo- mówiłam sama do siebie i nagle na kogoś wpadłam.
-Patrz jak łazisz -krzyknęłam spojrzałam na niego i aż podskoczyłam. To był Matt, uśmiechał się. W pewnym momencie wydawało mi się że widzę jego kły ale stwierdziłam że mi się to wydawało bo po chwili zęby jak u wampira.
-Kurwa- wrzasnęłam i zaczęłam się cofać.
-Co maleńka boisz się czegoś- przybliżył się
-Nie mam nastroju do droczenia się- znowu się cofnęłam.
-Tak tak słyszałem o Becy- złapał mnie za ramie i przyciągnął do siebie.
-Tak mi też tym bardziej że pożyczyłam jej moją ulubioną bluzkę której pewnie nie odzyskam- uśmiechnął się i znowu wydawało mi się że zobaczyłam jego kły. Natychmiast pomyślałam o moim śnie. Wzdrygnęłam się a on musiał to wyczuć. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej i szepnął do ucha:
-Wiem że ci się śniłem, twój sen mówił prawdę, jestem wampirem- jaja sobie ze mnie robi, wyrwałam się mu i pobiegłam szybko do szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz