niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 5 Niespodzianka


Matt/
Ubawiła mnie jej mina kiedy powiedziałem jej to wszystko musiała być naprawde wstrząśnięta.Haha i tak oto działam na ludzi ale mam wrażenie że ona nie jest człowiekiem.Hm dziwne ciągle na siebie wpadamy to tak jagby jej dusza lgnie do mnie.Ale o co chodziło jej z tą bluzką?Chyba nigdy się nie dowiem.Żyje na tym świecie dopre pareset lat a jakoś nigdy nie spotkałem takiej osóbki.A może spotkałem?Tak to była Roka było to w 1545.Roka tak na nią mówiono naprawde nazywała się Hanna Roka i była mieszczanką.Rudowłosa tak jej włosy były głębokie biękne i zawsze liśniące.Wielkie zielone oczy wręcz magiczne.Miała znamię w kształcie gwiazdy na szyi.Została spalona na stosie uznana za wiedźme.To była dziwna dziewczyna w chwili śmierci miała 16 , 17 lat?Tak samo działa na mnie Victoria.Mhm dziwne nawt bardzo.W koncu przestałem o tym myśleć i nawet nie zauważyłem że jestem już w domu.Poszłem do sklepu po coś do jedzenia dla Ivy.Uświadomiłem sobie też że powinienem zapisać ją do szkoły i może siebie?Chętnie bym się z nią bliźej zapoznał.Weszłem do domu i usłyszałem muzykę klasyczną.Zdziwiłem się gdyż nie wiedziałem że Iva słucha muzyki klasycznej.
-O jesteś!-krzykneła i rzuciła mi się w ramiona
-Witaj kupiłem ci coś do jedzenia i ubrania stwerdziłem że powinnaś chodzić do szkoły
-Serio?
-Serio-zaśmiałem się razem z nią
-No to teraz powiesz mi kim jesteś?
-Tak. Nazywam się Ivanna Maria Blak urodziłam się 1 stycznia.Moi rodzice to byli Dallas Monicka Black i Rafael Dominick Black.Moja siostra Sol Peyton Black wyjechała ma teraz 18 lat nie wiem gdzie jest.Mój brat nieżyjący już to Casper Nicholas Black.Straciłam swoją rodziną.Ścigali nas za to że byliśmy rodziną mieszaną.Matka była Syreną a ojciec feniksem.Takie związki nie mogły istnieć.
-To przykre-poraz pierwszy współczółem drugiej istocie
-Zaraz się spóźnimy choć idziemy po drodze zapisałem cię do miejscowej szkoły
-A podręczniki?
-W samochodize
Victoria

Siedziałam na kolanach mojej przyjaciółki Jessicy. Siedziałyśmy na ławce z Markiem, Samem, Alexem i Julią.
-Ciekawe czemu nie odwołali lekcji- zaczęła Julia.
-Niby dlaczego mieli odwoływać?-zapytał Alex.
-Bo Becky nie żyje- warknęłam ze złością.
-Dobra spokojnie nie skojarzyłem-Alex złapał mnie za ramię.
-Pieprz się- odepchnęłam go i pobiegłam w stronę głównego wejścia szkoły. Nie patrząc wpadłam na jakąś dziewczynkę.
-Oj sorry nie chciałam- szybko rzuciłam.
-Jak na mnie wpadasz to nie przepraszasz-aż podskoczyłam gdy go usłyszałam.
Zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-Dlaczego się mnie boisz?-zapytał i zaraz był przymnie.
-Nie boję się ciebie ale nie mam ochoty na ciebie patrzeć a już tym bardziej z tobą rozmawiać-ale on mnie irytuje. Próbowałam go wyminąć ale mnie przytrzymał.
-Bo będę krzyczała- nadal nie puszczał. Zbliżył się bardziej i mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek ale zaraz go odepchnęłam i uderzyłam w twarz.
-Co ty kurwa wyprawiasz- krzyknęłam. On otarł usta ręką.
-Auł niezły liść ale nie bolało aż tak mocno- droczył się.
-Dlaczego mnie pocałowałeś- byłam zdezorientowana.
-A ty dlaczego to odwzajemniłaś- zadał trudne pytanie.
-Nie wiem, zwykły impuls- starał ukryć to że on mi się podoba.
-Jesteś śliczna jak się stresujesz
-Nie stresuję się

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz